Finanse
200 dolarów za baryłkę ropy nie jest nierealne
Największym źródłem niepokoju na rynku ropy naftowej jest sytuacja polityczna w niektórych krajach arabskich. Nie oczekuję, że sytuacja uspokoi się w najbliższej przyszłości - analizuje Ronald Stöferle, analityk towarowy Erste Group.
Oprócz chaotycznej sytuacji w Libii, pogarszają się również warunki w innych państwach, które są głównymi producentami ropy naftowej. Zdaniem eksperta Erste Group nie można wykluczyć, że nastąpi efekt domina. - Nie powinno się ignorować wagi ostatnich napięć społecznych. Rosnące ceny ropy powiększają tylko niezadowolenie i powodują jeszcze większy wzrost inflacji - uważa.
Jeżeli nastąpią dalsze przerwy w produkcji ropy w Libii lub Algierii, nawet tylko krótkotrwałe, wyczerpane mogą zostać rezerwy znajdujące się w Arabii Saudyjskiej. Co więcej, libijska ropa zawiera mniej siarki i jest lżejsza od ropy saudyjskiej, a to powoduje, że jej zastąpienie może być problematyczne.
Z Arabią Saudyjską związane jest obecnie największe zagrożenie wywołania silnego wzrostu ceny ropy naftowej. Z jednej strony, pojawiają się wątpliwości czy Arabia byłaby w stanie rozwinąć swoje możliwości produkcyjne wystarczająco szybko jeżeli doszłoby do najgorszego. Z drugiej, nadal istnieje potencjalne ryzyko zablokowania najważniejszych szlaków transportowych ropy - Cieśniny Ormuz i Malakka.
- Jeżeli na którymkolwiek z tych szlaków utworzą się wąskie gardła, cena ropy może wzrosnąć do ponad 200 dolarów za baryłkę - twierdzi Ronald Stöferle.
- Wysoka cena ropy jest zdecydowanie zagrożeniem dla rozwoju gospodarczego - komentuje Stöferle. Według niego jak tylko cena za baryłkę ropy na stałe przekroczy poziom 100 dolarów, można przyjąć, że kraje OPEC drastycznie zwiększą wydobycie, żeby nie dopuścić do zadławienia gospodarki - W związku z tym oczekujemy, że wspomniane ryzyka przyczynią się do wzrostu cen ropy - dodaje. Nawet jeżeli podaż na rynku jest jeszcze niewystarczająca, ogień rewolucji może się rozprzestrzenić i doprowadzić do kolejnych wzrostów cen ropy, szczególnie w pierwszej połowie roku.
Analitycy Erste Group Research oczekują, że średnia cena ropy typu Brent w 2011 r. wyniesie 124 dolary za baryłkę. Przyjmuje się, że 10-procentowa podwyżka ceny ropy powoduje obniżenie PKB amerykańskiej gospodarki o ponad 25 punktów bazowych. Według IEA3, udział wydatków na ropę naftową w 2010 r. stanowił 4,1% całego PKB. Gdyby w 2011 r. cena wzrosła na stałe powyżej 100 dolarów, ten udział wzrósłby do 5%, co stanowi poziom krytyczny dla gospodarki. Przy średniej cenie 120 dolarów za baryłkę ropy typu Brent byłoby to 6% PKB, a przy 150 dolarach za baryłkę - aż 7.5%. Wydaje się jasne, że kraje OPEC chcą niezależnie od sytuacji wspierać rozwój gospodarczy, także można założyć, że przy takim scenariuszu produkcja zostałaby zwiększona.
wnp.pl



