piątek, maja 18, 2012
   
Zoom

Orlen chce mieć aż siedem osób w zarządzie

Trwają przesłuchania kandydatów do nowego zarządu PKN Orlen. - Po ich zakończeniu można spodziewać się tzw. krótkiej listy zakwalifikowanych do ostatecznej fazy konkursu - powiedział portalowi wnp.pl wiceminister skarbu Mikołaj Budzanowski.
Tymczasem założenia przyjęte przez koncern budzą kontrowersje w branży. Chodzi przede wszystkim o planowane poszerzenie zarządu o dwóch nowych członków - ds. zarządzania łańcuchem wartości oraz ds. upstreamu. Zdaniem niektórych ekspertów spowoduje to zbytnie rozdrobnieni zakresu obowiązków a co za tym idzie odpowiedzialności poszczególnych członków zarządu a także skomplikuje proces decyzyjny w spółce, gdzie poszczególne obszary wielokrotnie się przenikają.

- Akcjonariusze poprzez swoich przedstawicieli w Radzie Nadzorczej mają prawo do swobodnego, wcześniej określonego w statucie, kształtowania składu zarządu. Byłoby jednak dobrze żeby zarówno ilość członków jak i przydzielone kompetencje odpowiadały specyfice działalności spółki i umożliwiały jej sprawne funkcjonowanie. Wtedy łatwiej jest przedzielać im zadania i oceniać wyniki - mówi portalowi wnp.pl Janusz Wiśniewski, wiceprezes Krajowej Izby Gospodarczej i były wiceprezes Orlenu.

Powołuje się przy tym na przykłady z innych spółek naftowych. - W węgierskim MOL-u, uważanym za jedną z najlepiej zarządzanych firm w branży, Chief Operating Officer odpowiada na całą linię biznesową od wydobycia poprzez rafinację ropy, hurt aż po detal. To jedyna droga aby
dobrze zarządzać marżami. W austriackim OMV rafineria, petrochemia i handel pozostają w kompetencjach jednego członka zarządu. Obie firmy od wielu lat stawiają na stabilizacje składu zarządu, a odchodzącego wkrótce prezesa OMV zastąpi obecny wiceprezes. Obok konsekwentnie realizowanych strategii właśnie czytelny sposób zarządzania jest niezwykle doceniany przez rynek i partnerów biznesowych - podkreśla nasz rozmówca.

To stanowisko podzielają także analitycy giełdowi. - Tak szczegółowy podział obowiązków, jaki planowany jest w Orlenie byłby do zaakceptowania tylko w przypadku bardzo dużej firmy z rozbudowanym zakresem działalności. Tymczasem Orlen, w stosunku do innych spółek z sektora, ze swoją znaczącą ekspozycją na segment rafineryjny i petrochemiczny, takiej specjalizacji nie wymaga - mówi nam anonimowo jeden z analityków.

Zdaniem Janusza Wiśniewskiego siła Orlenu polega na bardzo efektywnej rafinerii i dominującej pozycji w handlu hurtowym a o poziomie marż będzie w dającej się przewidzieć przyszłości decydować petrochemia.


- Efektywność segmentu petrochemicznego zależy od jakości i wolumenu wsadów surowcowych z rafinerii a handel detaliczny jest tylko jednym z kilku kanałów sprzedaży i decyduje bardziej o wizerunku spółki niż ma rzeczywisty wpływ na jej wynik ekonomiczny. Powoływanie więc osobnych członków zarządu ds. rafinerii i petrochemii utrudnia efektywne zarządzanie firmą i komplikuje politykę remontową nie mówiąc już o inwestycjach majątkowych - twierdzi.

- Wybór nowego członka zarządu ds. zarządzania łańcuchem wartości rodzi kolejne kontrowersje kompetencyjne i jeszcze może utrudnić zarządzanie finansami firmy w zakresie controllingu i rachunkowości zarządczej. Powołanie zaś członka zarządu ds. wydobycia ropy naftowej jest zwykłą fanaberią (zwłaszcza po kilku nieudanych próbach obsadzenia tego stanowiska w Lotosie), bo Orlen nie ma szans na odegranie istotnej roli w tym segmencie. Równie dobrze można by powołać kogoś ds. telefonii komórkowej, przewidywania huraganów na świecie czy wróżenia z fusów - kontynuuje nasz rozmówca.

W tej chwili zarząd Orlenu liczy pięciu członków. Liczba ta po zakończeniu konkursu może wzrosnąć do siedmiu osób.

wnp.pl



Login Form